PO SZCZEBLACH KARIERY

Ładna buzia i wiotka, licząca blisko metr osiemdziesiąt sylwetka zapewniły jej sukces, ale to zajęcie męczyło ją. Chciała czegoś więcej. Skłamała na temat swojego wieku i dostała pracę w oddziale Lane Bryant. Miała pracować nad stworzeniem sieci sklepów Over 5’7″, rozpro­wadzających w całym kraju odzież dla wysokich kobiet. Przeszła szkole­nie w Bostonie i przystąpiła do dzieła. To była wielka przygoda — opowiadała Mello. — Nigdy nie byłam po­za Bostonem, jeśli nie liczyć krótkiego pobytu w Nowym Jorku. Miałam niską pensję i bardzo skromny fundusz reprezentacyjny, ale wiedziałam, że w końcu znalazłam swoją drogę. Natępnie Mello przeniosła się do działu szkolenia w B. Altmanie, gdzie ubiegała się o posadę. W tamtych latach B. Altman był wspaniałym, starym domem towarowym, który zajmował cały kwartał przy Thirty- -fourth Street i Fifth Avenue. 

KUPOWANIE WŁOSKICH KOLEKCJI

  • Bergdorf Goodman starzał się razem ze swoimi klientami wspomi­nała Mello. Przeciętny klient miał około sześćdziesiątki i był bardzo konserwatywny. Wizerunek sklepu był tak przestarzały, że ani francuscy, ani amerykańscy projektanci nie chcieli u nas sprzedawać! Mello, która pracowała wcześniej jako dyrektor artystyczny w B. Altmanie, wiedziała z własnego doświadczenia, że kreatorzy tacy jak Fendi, Missoni, Krizia czy Basile z Włoch zaczynają zyskiwać naśladowców. Młody Gianni Versace przyciągał uwagę swoimi kreacjami dla Callaghana, marki stworzonej przez Zamasport, północnowłoskiego producenta konfekcji. Zaczęliśmy kupować włoskie kolekcje – opowiadała Mello.

KOLEJNY ZWROT W HISTORII FIRMY

Nabycie przez Investcorp 50- procentowego pakietu w Guccim wy­znaczyło kolejny zwrot w historii rodzinnej firmy. Po raz pierwszy odkąd Guccio Gucci założył firmę ktoś z zewnątrz wszedł w posiadanie udzia­łów i od razu tak znacznego ich pakietu. A co najważniejsze, Investcorp nie był pojedynczą osobą, lecz wyrobioną, pozbawioną sentymentów instytu­cją finansową nastawioną na zyski – choć miał się wykazać większą cier­pliwością i zrozumieniem niż wiele innych instytucji w podobnej sytuacji. Ostatnie spotkanie z Aldem miało miejsce w biurach prawniczych w Genewie.  Prawnicy i bankowcy z Investcorpu nie mogli uwierzyć, że w końcu dotarli do celu tej długiej drogi. Byli zdenerwowani wyobraża­niem sobie najgorszego możliwego scenariusza. Co by było, gdyby po przelaniu pieniądzy na rachunki Aida on i jego prawnicy złapali doku­menty udziałowe i uciekli, zostawiając bank z pustymi rękami?

KONIEC CIĄGNĄCEGO SIĘ PROCESU

Zakończyło to proces, który ciągnął się przez ponad półtora roku, był jednym z najdłuższych, najbardziej skom­plikowanych i utrzymanych w największej tajemnicy operacji w historii bankowości inwestycyjnej. Na szczęście aż do samego końca nikt się niczego nie dowiedział – wspominał Swanson. – A przecież przez ponad półtora roku pracowali dla nas prawnicy, bankierzy, specjaliści od znaków handlowych. Normalnie we Włoszech wystarczy kichnąć, a już wszyscy o tym wiedzą! Któregoś dnia zdarzyło się nawet tak, że w jednym pokoju Investcorp zamykał transakcję kupna kolejnego pakietu udziałów od jednego z kuzy­nów, a w drugim ekipa programu „60 Minutes” na tle muzycznego moty­wu z Dynastii przeprowdziła wywiad z Mauriziem, zastanawiając się nad tym, kto też wykupuje Gucciego.

PORA NA OSTATNI RUCH

Teraz Investcorp musiał jeszcze kupić siedemnastoprocentowe udziały Aida w Gucci America, których brakowało mu do osiagnięcia pięćdziesię­cioprocentowego pakietu w Guccim. Paul Dimitruk skontaktował się z Morantem. Pora na ostatni ruch, na Aida. W styczniu 1989 roku Morante poleciał concordem do Nowego Jorku, gdzie spotkał się z Aldem w jego mieszkaniu w pobliżu sklepu Gucciego na Fifth Avenue. Aldo nie miał wstępu do głównych biur Gucciego, więc uma­wiał się na służbowe spotkania u siebie w domu. Morante zjawił się późnym popołudniem. Gospodarz osobiście otworzył drzwi i zaprosił go z gracją do elegancko umeblowanego salonu. Z biegiem lat ściany pokryła mozaika fo­tografii przedstawiających uśmiechniętego prezesa wielkiej firmy wymie­niającego uściski z prezydentami i sławnymi osobistościami. Obok nich wi­siały tabliczki pamiątkowe, certyfikaty i symboliczne klucze do miasta poświadczające amerykańskie dokonania Aida. Inne memorabilia były ele­gancko ustawione na stolikach i ławach. Aldo zaproponował gościowi kawę i wyszedł, żeby ją własnoręcznie przygotować, a Morante oglądał w tym czasie pamiątki obrazujące historię tego człowieka.

PRZYGOTOWANIE DO NATARCIA NA POZOSTAŁYCH GUCCICH

Tymczasem Morante szykował się do natarcia na pozostałych kuzy­nów Maurizia. W tamtym czasie bracia Paola, Roberto i Giorgio, kontro­lowali po 23,3 procent w Guccio Gucci SA, bo w 1985 roku Aldo przeka­zał im swoje udziały. Byli też w posiadaniu każdy po 11,1 procent w Gucci America oraz, podobnie jak Paolo, różnej wielkości udziałów mniejszościowych w każdej z zagranicznych spółek. Aldo zachował 16,7 procent udziałów w Gucci America oraz udziały w spółkach zagranicz­nych. Morante spotkał się z Robertem Guccim w ozdobionych freskami biurach srogiego florenckiego prawnika Guccich, Graziana Bianchiego – mrocznej, wytwornej, machiavellicznej postaci o ponadprzeciętnej inteli­gencji i bezpardonowym sposobie załatwiania spraw.

DO WŚCIEKŁOŚCI

Paolo, doprowadzony do wściekłości próbami ograniczenia jego swo­body używania własnego nazwiska, chwycił arkusze umowy, rzucił je w powietrze i wyszedł. Na bankierów i prawników posypała się lawina kartek. Morante skontaktował się z Mauriziem, który spokojnie oczekiwał podpisania umowy. Gdy dowiedział się od Andrei, że pojawił się problem, jego przyjaciel­ski entuzjazm zmienił się w dziką furię; zacisnął wargi w cienką kreskę, a wesołe, błękitne oczy zrobiły się lodowato zimne. Powiedz temu całemu Paulowi Dimitrukowi, że jeśli nie zawrze transakcji, będę go włóczył po sądach do końca życia – wysyczał Mauri­zio, a Morante aż się cofnął ze zdziwienia.